Piesza Pielgrzymka Miłosierdzia Pielgrzymka Rowerowa Piesza Pielgrzymka Miastko - Sianowo Piesza Pielgrzymka Świętych Gór Piesza Pielgrzymka Słupsk - Góra Chełmska

Aktualności

Konferencja - dzień trzynasty

Sie 13

Zawierzenie siebie Maryi. „Totus tuus ego sum, et omnia mea tua sunt”

            To już ostatnia nasza konferencja, swoisty szczyt naszych maryjnych rozważań. Cała dynamika naszej drogi, mimo tego, że jesteśmy na miejscu, prowadzi do tego momentu, chwili oddania – zawierzenia siebie Maryi, jak mówi nam tytuł tej konferencji. Jak to rozumieć? Do czego jesteśmy zaproszeni? Co to znaczy?

Nieraz pewnie słyszeliście hasło: Totus tuus, Maryjo! Cały Twój, Maryjo! Nikt nie ma wątpliwości, z kim wiązać to hasło, że chodzi o Karola Wojtyłę, św. Jana Pawła II. Karol Wojtyła już jako arcybiskup krakowski obrał sobie jako motto swojej posługi hasło: Totus Tuus. Hasło to widniało pod tarczą herbu biskupiego, na której znajdował się czarny krzyż przy czarnej literze „M” na granatowym tle, a nad tarczą czerwony kardynalski kapelusz. Bardzo podobny był herb papieski już Jana Pawła II. Na błękitnej tarczy żółty krzyż, pod którym żółta litera „M”, a u góry tiara papieska oraz dwa skrzyżowane klucze św. Piotra. Choć w samym herbie nie ma już napisu Totus tuus, to motto pontyfikatu pozostało niezmienne.

            Żeby zrozumieć istotę papieskiego motta, a tym samym istotę zawierzenia siebie Maryi, trzeba wrócić do źródła tych słów oraz do kontekstu, w jakim zostały wypowiedziane, a raczej spisane. Zdanie, z którego zostało ono zaczerpnięte, brzmi: „Oto jestem cały Twój i wszystko, co moje, Twoim jest, o Jezu mój najmilszy, przez Maryję, Twą Najświętszą Matkę.” Jest to 233 punkt Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny – św. Ludwika Marii Grignion de Monforta. Święty żyjący na przełomie XVII – XVIII wieku był wykształcony w ówczesnej francuskiej szkole duchowości kardynała de Berulle i w wyniku tego oraz nabożeństwa do Maryi dodał do swojego imienia Ludwik imię Maria oraz nazwisko Monfort, aby zaznaczyć charakter pobożności, jaką powinien odznaczać się każdy chrześcijanin, którego zadaniem jest dotrzymywać przyrzeczeń chrzcielnych, stąd nazwa miejscowości, gdzie został ochrzczony - Monfort-sur-Meu.

            Najprościej mówiąc, istotą nabożeństwa proponowanego przez św. Ludwika jest oddanie się w niewolę Matce Najświętszej, która prowadzi zawsze do swojego Syna Jezusa Chrystusa. Monfort pisze: „Zbawiciel nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, winien być ostatecznym celem wszystkich nabożeństw, inaczej bowiem byłyby one błędne i złudne”. W innym miejscu przeczytamy: „Gdyby nabożeństwo do Najświętszej Panny oddalało nas od Chrystusa Pana, należałoby je odrzucić jako poduszczenie diabelskie”. Jasny jest cel - Jezus Chrystus.

            Co jest więc drogą do celu? Św. Grignion de Monfort wskazuje Maryję jako najprostszą drogę do Jezusa. Oddanie siebie w ramiona Maryi. Jak to uzasadnia? „Ta mądrość nieskończona, przejęta wielkim pragnieniem uwielbienia Boga – swego Ojca – i zbawienia ludzi, nie znalazła doskonalszego i prostszego środka nad poddanie się we wszystkim Najświętszej Pannie, a to nie tylko przez pierwszych osiem, dziesięć czy piętnaście lat swego życia, jak inne dzieci, lecz przez całych lat trzydzieści. Przez cały ten czas poddania się i zależności od Najświętszej Panny Chrystus, Wcielona Mądrość Przedwieczna, oddał Bogu, swojemu Ojcu, więcej chwały, niż byłby oddał, używając tych trzydziestu lat na czynienie cudów, na przepowiadanie słowa Bożego po wszystkiej ziemi lub nawracając wszystkich ludzi. Gdyby było inaczej, byłby to z pewnością uczynił. O, jakżeż wzniośle wielbi Boga, kto poddaje się Maryi na wzór Jezusa”. Między innymi w tym upatruje się zawierzenie Maryi, na wzór Jej Syna Jezusa Chrystusa. Należeć do Niej, aby być całym dla Niego. Monfort pisze w innym miejscu: „Nigdy bowiem nie czcimy lepiej Chrystusa, niż kiedy czcimy Jego Najświętszą Matkę, gdyż czcimy Ją tylko po to, by tym większą oddać cześć Chrystusowi Panu; gdyż idziemy do Niej jako do szlaku wiodącego do kresu naszej wędrówki, a kresem tym Jezus Chrystus”. Mocno brzmi zdanie, że „czcimy Ją tylko po to, by..”.

            Przypomina mi się w tym miejscu scena z Ewangelii, kiedy to Pan Jezus naucza w domu, wokół Niego mnóstwo ludzi i przychodzi Jego Matka Maryja wraz z uczniami i prosi Go przez ucznia, który mówi do Jezusa, że Jego Matka wraz z braćmi czeka na Niego, wtedy On odpowiada: „Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką». Pięknem Maryi jest pokora! Ona wie, że nie jest boginią, że Ona nie jest celem kultu, tylko drogą. Z drugiej strony Ona jest pierwszą uczennicą Pana, wiedziała, że pozorne słowa upokorzenia ze strony Jezusa to słowa wskazujące na Nią! Któż pełniej wypełnił z ludzi wolę Bożą, poza Nią?

            Zawierzyć siebie Maryi to naśladować jej cnoty, to oddać się jej, aby móc całkowicie należeć do Jezusa Chrystusa. Mało tego, św. Ludwik mówi, żeby wszelkie zasługi, łaski i cnoty oddawać Jej Niepokalanemu Sercu po to, żeby je nam zachowała, pomnożyła i upiększyła. „Ofiarujemy i poświęcamy wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy, Najświętszej Pannie, aby Chrystus Pan za jej pośrednictwem otrzymał całą chwałę i wdzięczność Mu należną.” Najprościej to tłumacząc, trzeba sobie wyobrazić scenę, w której dziecko dostaje w prezencie coś wartościowego i co robi? Biegnie do mamy, żeby mama schowała to do torebki, aby było bezpieczne. Staram się wołać do Maryi, po owocnym doświadczeniu, żeby Ona chowała jego owoce w swoim sercu i żeby mi oddała, kiedy będzie mi to potrzebne. Taka postawa, myślę, uczy wolności i zależności od Boga przez Nią, ale i uwalnia od miłości własnej: „Maryja oczyszcza nasze dobre uczynki z wszelkiej skazy miłości własnej i tego nieuchwytnego przywiązania do stworzeń, które niepostrzeżenie wkrada się do najlepszych naszych czynów”. Św. Ludwik podkreśla to non stop, że nie zachowuje Ona niczego dla siebie, wszystko wiernie zwraca Jezusowi.

            Bardzo lubię ten fragment Traktatu, który mówi o tym, że bardzo często to, co chcemy ofiarować Bogu, jest skażone jakimś egoizmem, samolubstwem czy pychą, porównując to do odrzuconej ofiary Żydów, którzy kierowali się tylko własną wolą. „Skoro jednak ofiarujemy Mu cośkolwiek przez czyste i dziewicze ręce Matki umiłowanej, ujmujemy Go (jeśli tak można powiedzieć) od słabej strony. Wtedy zważa On nie tyle na sam przedmiot daru, ile na swą najmilszą Matkę, która go składa. Nie patrzy na to, skąd dar pochodzi, lecz na Tę, przez którą do Niego dociera.  Myślę, że to bardzo trafne spostrzeżenie Montforta. Bardzo życiowe. Zapytacie, dlaczego? Nie jest to zachęta do życia byle jak, a ostatecznie oddania wszystkiego przez Maryję. To fałsz i kłamstwo!! Idzie o to, że żyjąc z Bogiem i dla Boga, będziemy coraz bardziej widzieć też swoją biedę i swój grzech, co będzie ciągłą zachętą do nawracania się, przyjmowania Jego łaski. Dopiero w takim kontekście, oddając niejako wszystko przez Maryję, Jezus patrzy nie tyle na nasze niemożności, ale na Jej  ręce. Jest to wręcz zachęta, żeby żyć jak najpiękniej z całą prawdą o mnie samym.

            Szczytem i celem Traktatu Montforta jest akt oddania siebie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości Wcielonej, przez ręce Maryi. Jest to osobiste zobowiązanie, do którego trzeba się przygotować. To bardzo konkretne przygotowanie, które proponuje św. Ludwik - 33 dni modlitwy, słuchania Słowa Bożego, rozważania treści Traktatu, które mają bardzo konkretną dynamikę. Pierwsze 12 dni to praca wewnętrzna nad tym, żeby wyzbyć się ducha tego świata, będącego przeciwnikiem Ducha Jezusa Chrystusa. I żeby dobrze zrozumieć, nie idzie o to, żeby być kosmitą w świecie, którego nic nie interesuje, nie dotyczy. Chodzi o ducha tego świata w sensie, w jakim mówi o tym św. Jan w Ewangelii. Świat w sensie wszystkiego, co bierze się z chciwości, pychy, obłudy, pożądania, stawiania mnie w absolutnym centrum wszelkich działań. Kolejne 7 dni to poznania samego siebie. O tym mówiliśmy, każdy człowiek ma w sobie wiele piękna, ale i masę zgnilizny i grzechu. Poznanie siebie! Kolejne 7 dni to poznanie Maryi. W Traktacie przeczytamy: „W czasie drugiego tygodnia starać się będą we wszystkich swych modlitwach i uczynkach o to, by poznać Najświętszą Dziewicę. O poznanie to prosić będą Ducha  Świętego.” Ostatnie 7 dni to czas, aby poznać i ukochać Jezusa. Jedną z proponowanych modlitw jest ta autorstwa św. Augustyna: „Panie, spraw, abym Cię poznał! Panie spraw, abym ujrzał, kim jesteś!”. Potem jest moment na Spowiedź św., Komunię św. w intencji oddania się Jezusowi Chrystusowi, akt oddania.

            Moi Drodzy! Co to wszystko znaczy dla nas? Czy idzie o kolejne pobożne nabożeństwo? Nie! Chodzi o pewien nowy styl funkcjonowania, w którym bardzo świadomie chcę zależeć od Maryi, aby należeć do Chrystusa. Wiązać się to będzie z tym, o czym sobie mówiliśmy, że cały czas mam czuwać, aby wyzbywać się ducha tego świata, czyli wszystkiego, co mi nie pozwala rozwijać skrzydeł jako człowiekowi, wyznawcy Chrystusa w Kościele. Do tego potrzebny „kontakt ze sobą”, jeśli można tak powiedzieć, poprzez odkrywanie siebie, a i świadomości swoich upadków, z którymi wracam do Zdrojów Miłosierdzia, poznawanie Matki Najświętszej poprzez modlitwę, Słowo Boże, naśladowanie Jej cnót w życiu, a wreszcie zabieganie przez to o ciągłe względy naszego Pana.

            Zachęcam do tego, aby zaproponować Waszym duszpasterzom takie 33-dniowe nabożeństwo, które polega na wspólnym rozpoczęciu, a następnie trwaniu na osobistych rozważaniach w oparciu o konkretne materiały. Zakończeniem tego może być Eucharystia z aktem zawierzenia w jakąś uroczystość maryjną.

            Przeżyłem takie rekolekcje, można spokojnie tak powiedzieć, jakieś dwa lata temu. Był to czas modlitwy dla mnie, ale i dla około 20 osób, które wiedziałem, że trwają również w rozważaniach. Czas, po którym, faktycznie można poznać siebie, swoją dobroć, ale i pychę i grzech, a co najważniejsze, Maryję i Jej Syna. Co jest owocem tego we mnie, jak widzę? Kilka bardzo praktycznych spraw. Wielu ludzi prosi o modlitwę. Początkowo próbowałem mówić o tym Bogu podczas modlitwy brewiarzowej, gdzie jest moment modlitwy wiernych. Po pewnym czasie jednak nie byłem w stanie już tego ogarnąć. Stąd zacząłem wołać do Maryi: Maryjo, przyjmij we mnie te wszystkie intencje i to wszystko we mnie i oddaj Jezusowi! Bardzo często bezpośrednio po Komunii Świętej proszę Maryję, aby we mnie przyjmowała Jezusa, aby go we mnie uwielbiała. Bardzo często też proszę Ją, aby zabierała ode mnie i chowała w swoim Niepokalanym Sercu jakieś dobro, które udało się uczynić przez moją posługę czy może modlitwę (choć często trudno to uczynić, bo właśnie duch tego świata będzie mówił: ale to przecież twój sukces, przypisz to tylko sobie, itd.). Kończąc, pewnie trzeba podkreślić, że to nabożeństwo nie jest do zbawienia koniecznie potrzebne, ale myślę, że jest bardzo pomocne do tego, aby jeszcze bardziej ukochać Jezusa przez Maryję. Oczywiście, patrząc na nasze pielgrzymowanie, jest to forma zawierzenia się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję. Daj Boże, w przyszłym roku pójdziemy wszyscy razem, aby poznawać siebie, odkrywać siebie, walczyć z duchem tego świata, a przede wszystkim poznawać Maryję i Jej Syna, co też na pewno dokonywało się w przeciągu tych dwóch tygodni, które w jakiś sposób nas jednoczyły na modlitwie, transmisjach czy dobrym słowie. Pozdrawiam, pewnie z trasy na Jasną Górę.  

ks. Tomasz Wołoszynowski

link do nagrania

https://www.youtube.com/watch?v=yxGlCiTZkzs

© Piesza Pielgrzymka diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej
wykonanie:strony internetowe słupsk